Zazwyczaj w moim wieku nie dochodzi do tego typu sytuacji między rodzicami a dziećmi. Przynajmniej według mnie, takie sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca.

Ale najwyraźniej nadszedł taki czas, że to ja, dorosła kobieta, muszę zdecydować, czyje szczęście jest dla mnie ważniejsze - moje czy Krystiana. Chcę, żeby wszystkim było dobrze. Ale wychodzi jak zawsze: ani tu, ani tam. Chyba najwyższy czas rzucić monetą.

Wcześniej, kiedy syn nie poznał jeszcze swojej obecnej żony, mieliśmy świetne relacje. Mieszkaliśmy razem w dwupokojowym mieszkaniu i nigdy się nie kłóciliśmy. Nawet o różne drobiazgi, takie jak obowiązki domowe.

On studiował, ja pracowałam, życie toczyło się dalej. Miałam tylko nadzieję, że pewnego dnia znajdzie sobie dobrą dziewczynę i będą mieli zżytą rodzinę. Chyba każda matka tego pragnie dla swoich dzieci, prawda? Kiedy więc w jego życiu pojawiła się Laura, byłam bardzo szczęśliwa. Zaakceptowałam ją.

Nie chcę oczerniać ani kłamać w żywe oczy, ale synowa traktuje mnie zupełnie inaczej. Cóż, chyba taki ma charakter. Nawet w dniu ślubu, gdy w pewnym momencie zostałyśmy same, po prostu milczała, patrząc gdzieś w dal. Tak jakby nie zwracała na mnie uwagi.

Cóż, jestem tylko teściową, nie zamierzam ingerować w sprawy syna. Swoją drogą, to właśnie na weselu poznałam swatów. Wcześniej rozmawialiśmy tylko przez telefon. Tak się po prostu złożyło.

Rodzice synowej byli zdania, że młoda rodzina powinna kupić sobie mieszkanie. Jednak przy mojej emeryturze i pracując na pół etatu nie mogłam sobie pozwolić na taki luksus. Mój syn dobrze o tym wiedział.

Tak, to było nawet trochę żenujące, ale co zrobić, jestem samotną kobietą bez dużych oszczędności. Chyba jest nas dużo, prawda? Należy pamiętam o tym, że nie każdemu się w życiu poszczęściło. Ale z drugiej strony nie miałam nic przeciwko temu, by pomóc synowi i jego żonie.

Niech mieszkają ze mną. Jeden pokój wystarczy im w zupełności, a ja będę mogła nawet pomagać im w obowiązkach domowych. To było zdecydowanie lepsze niż wynajmowanie cudzego mieszkania.

Tyle że młoda rodzina postanowiła postąpić inaczej. Swatowie dali im pewną kwotę pieniędzy na wkład własny. Szczerze mówiąc, od razu nie spodobał mi się ten pomysł. Czy warto brać na siebie taką odpowiedzialność na samym początku życia rodzinnego? I po co to?

Jednopokojowe mieszkanie w nowym budownictwie. Tak, sufity są wysokie i jest dobry remont. Tyle że słychać sąsiadów za ścianą. Podwórko jest małe i tak naprawdę przypomina parking. W pobliżu jedynie sklep spożywczy i przystanek komunikacji miejskiej. Jeśli chodzi o mnie, to mam dom z cegły w dobrej okolicy. Co jest lepsze w danej sytuacji?

Tyle że podjęli taką decyzję. Czasami syn dzwonił do mnie, nieraz spotykaliśmy się w kawiarni. Kilka razy nawet ich odwiedziłam, przy czym nigdy nie przyszłam z pustymi rękami. Wszystko wydawało się układać dobrze. Tyle że nie widziałam, by w ich życiu wiele się zmieniło.

Synowa chciała mieć wszystko naraz. Za dwa lata mieć dziecko, potem kolejne. Krystian zaczął pracować 24 godziny na dobę - trzeba było spłacać kredyt hipoteczny. Oni są młodzi i chcą dobrze żyć. Skąd wziąć na to pieniądze? Też chciałabym się tego dowiedzieć.

Aby zapomnieć o samotności i innych problemach, zaczęłam spotykać się z moją dawną przyjaciółką. Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, ale potem jakoś przestałyśmy utrzymywać kontakt: najpierw ślub syna, do tego różne problemy w życiu.

Ale teraz miałam mnóstwo czasu. Dzięki niej poznałam Sebastiana, jej dawnego kolegę ze szkoły. To miły, przystojny mężczyzna. Rozwiedziony, ale z poczuciem humoru, ma dobry charakter. Jeśli chodzi o mnie, to nie mam jeszcze 60 lat. Do tego nie czuję się na swój wiek.

Z czasem zaczęłam darzyć tego mężczyznę pewnego rodzaju sympatią. On odwzajemniał to uczucie. Jako że nie jesteśmy starymi ludźmi, ale nie jesteśmy też dziećmi, chciałam, aby mój partner był obok mnie. Sebastian nie miał nic przeciwko temu.

Tak zaczęło się nasze wspólne życie. Nawet z synem znaleźli wspólny język praktycznie od pierwszego dnia znajomości. Wydawało się, że jest coraz lepiej i zaczęłam mieć nadzieję, że nasze życie w końcu zmienia się na lepsze.

Kilka miesięcy później Laura zaszła w ciążę. To wspaniała wiadomość. Ale w rzeczywistości okazało się, że młoda rodzina nie była jeszcze gotowa na to. Zaczęli często się kłócić. O pieniądze, obowiązki, plany na przyszłość. Nie było między nimi harmonii.

Oni, zwłaszcza synowa, chcieli coś zmienić w swoim życiu. Przypomnieli sobie nawet o mnie i moim mieszkaniu. Rzeczywiście, czemu się do mnie nie wprowadzić, skoro taka sytuacja? Możnabędzie wynająć własne mieszkanie. Przecież mam dobre warunku mieszkaniowe, prawda?

Tyle że zaproponowałam przeprowadzić się wcześniej, kiedy była taka możliwość. Teraz mieszka ze mną Sebastian i nie ma szans, by cztery osoby zmieściły się w dwupokojowym mieszkaniu. Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę i nadal jestem tego pewna. Mój syn się obraził. 

Aby jakoś załagodzić sytuację, Sebastian zaproponował, żeby zostawić wszystko tak, jak jest. A on, z kolei, da w prezencie Krystianowi swój samochód. Może z niego korzystać albo nawet pozwoli mu go sprzedać, jeśli nie będzie innego wyjścia. Pod warunkiem, że jego żona nie będzie chciała przeprowadzić się do nas.

Tyle że tego było dla nich za mało. Swatowie zaczęli do mnie wydzwaniać, próbując wywołać we mnie poczucie wstydu, mówiąc, że przez to, że jestem uparta, młoda rodzina będzie musiała cierpieć i nie tylko. Jeśli chodzi o nich, to mają większe możliwości. Co ja mogę zrobić?

Sebastian codziennie wraca z pracy bez humoru i jest gotów spakować swoje rzeczy. Jednak ja jestem temu przeciwna. Dlaczego do licha, miałby przeprowadzić się, skoro ja sama nie chcę mieszkać z ciężarną synową?

Presja jest ogromna i naprawdę szkodzi mojemu wewnętrznemu samopoczuciu. Nie mam pojęcia co z tym zrobić. Mam nadzieję, że będę miała wnuka, a młoda rodzina jakoś sobie poradzi z własnymi problemami.

Raczej nie znajdę innego mężczyzny, więc będę twardo obstawać przy swoim. Dlatego wybacz mi, Krystian, ale jesteś już dorosły.

Główne zdjęcie: wazne